Facebook
RSS
ARTYKUŁY WYDARZENIA WASZE PROBLEMY WASZE PROPOZYCJE KONTAKT ZALOGUJ SIĘ DO SERWISU

Basi Bartczak azjatyckie wojaże II - cz. 8 Marzenia

09.07.2013

Dział: artykuły, kategoria: Własnym zdaniem

Basi Bartczak azjatyckie wojaże II - cz. 8 Marzenia

Jakiś czas temu zobaczyłam na blogu koleżanki po fachu listę marzeń. Jej osobistą listę marzeń, a dokładniej rzecz biorąc listę marzeń, które zamierza spełnić w podróży. Niesamowita sprawa – trzydzieści marzeń wypisanych ciurkiem jedno pod drugim... W spisie znalazły się np. lot balonem nad jednym ze znanych kanionów, opłynięcie kajakiem Afryki i zjedzenie upieczonego węża.

Zaimponowała mi taka lista. Zainspirowana postanowiłam stworzyć własną! Daleko z zapisywaniem nie zaszłam, bowiem już pierwszy punkt zaanonsował akcję. Nurkowanie! To moje marzenie! Teraz albo nigdy!

Aby zanurkować i pozwolić sobie na chociażby osiemnastometrowe zejście pod wodę należy mieć kilka predyspozycji, np. być w dobrej kondycji psychofizycznej (najlepiej zbadać się u lekarza), nie cierpieć w żadnym wypadku na klaustrofobię, umieć pływać, mieć ogólne pojęcie o grawitacji, mieć przygotowany tydzień wolnego i tysiąc złotych. Tyle mniej więcej kosztuje profesjonalny kurs nurkowania.

Zaraz po podjęciu decyzji zrobiłam mały wywiad wśród znajomych – gdzie, jak i kiedy optymalnie nurkować (w tym miejscu dziękuję wszystkim, którzy ochoczo odpowiadali na pytania i zachęcali do podjęcia wyzwania). Okazało się, że wyspy tajskie, a przede wszystkim znana nurkom wyspa Ko Tao, to jak najbardziej dobry punkt do zrealizowania celu. Przecież ja właśnie byłam w Tajlandii! Tak więc już kilka dni później wyszukiwałam wśród masy ofert dla przyszłych nurków tej najbardziej pasującej do mnie szkoły i oferty.

Szkoły nurkowania, a i nauczyciele mają to do siebie, że są bardzo „cool”, czyli wyluzowani. Stać się częścią takiego cool-środowiska to bardzo fajna rzecz. Szczególnie, że z dnia na dzień wraz z wiedzą wzrasta poczucie pewności siebie: można już z powodzeniem prowadzić dyskusje o sprzęcie, spotach (miejscach do nurkowania) i zejściach, a to jest dodatkowa frajda!

Pierwszy dzień szkolenia to przygotowanie w postaci filmów wprowadzających oraz rozmów  z instruktorami. To też fajna okazja, aby poznać ludzi z grupy. Wyposażona w podręcznik do nauki, pierwsze testy wiedzy w postaci zadania domowego (do odrabiania codziennie!) i niezły bufor adrenaliny związany z realizacją marzenia wróciłam do „domu”. Oczywiście o spaniu nie mogło być mowy, dzięki czemu z powodzeniem pochyliłam się nad podręcznikiem. Drugi dzień rozpoczął się sprawdzeniem zadań domowych, a następnie teorią nurkowania. A po południu? Pierwsze „kroki” pod wodą! Nie w basenie, ale w dawnej Zatoce Syjamskiej, dziś Zatoce Tajlandzkiej w zachodniej części Oceanu Spokojnego. Fantastycznie. Cudownie ciepła i lazurowa woda, niesamowicie opanowani nauczyciele i ciekawa międzynarodowa mieszanka ludzi w grupie – przedstawicieli Polski, Niemiec, Australii, Holandii, Walii, Włoch i Belgii!

W zatoce woda zakrywała nam głowę zaledwie na kilka centymetrów – fajna głębokość, aby spokojnie zaznajomić się ze sprzętem, wypróbować komunikację i poćwiczyć podstawy nurkowania, czyli w moim przypadku – przede wszystkim spokojne oddychanie (ufff...). Po kilku godzinach praktyki ledwie doczłapałam się na kolację, a potem do domu. Potrzebowałam snu! Ciekawa informacja: jedna sesja nurkowania to 400 spalonych kalorii? Nie ma żadnego lepszego sportu!

Kolejny dzień to kolejne zajęcia – rano teoria i testowanie naszych umiejętności na nieco wyższym poziomie, a następnie praktyka. Szczególnie „cool” jest odprawa i przygotowywanie własnego sprzętu do nurkowania – sprawdzenie butli z tlenem, dopięcie do niej kamizelki (ratowniczo-wyrównawczej) i automatu oddechowego, sprawdzenie, czy i jak z bezpieczeństwem u ciebie i twojego „buddy”, czyli osoby, z którą nurkujesz i kolejny skok do wody! A tam ponowne ćwiczenia – ściąganie maski, oddychanie przez octopus, czyli alternatywne źródło powietrza, awaryjne wynurzenie, ściąganie butli i inne ciekawe, podwyższające poziom adrenaliny zajęcia.

Ostatnie dwa dni obfitowały we wrażenia. Teoria i praktyka, tabelki, testy, obliczanie dopuszczalnego czasu pod wodą i między nurkowaniami i odpowiedzi na pytania zlewały się w jedność, umysł pracował z podwójną siłą na powierzchni i pod powierzchnią wody. Z tym, że tematy oczywiste na powierzchni, stawały się pod wodą zdecydowanie bardziej skomplikowane. Wykonanie ćwiczenia, które w pełni rozumiałam „na górze”, „na dole” poprzedzone było ponowną demonstracją instruktorską, bo każdorazowo traciłam wątek (sic!), a wybrane ćwiczenia wykonywałam w sposób, który dziś nazwałabym  co najmniej  jako „nieudolny”.

Sprawdziłam na własnej skórze. Nurkowanie jest dla wszystkich. Zawsze można poprosić o więcej czasu, demonstrację ćwiczenia czy po prostu chwilę oddechu. Prowadzący? Muszą być genialni – spokojni, opanowani, a przede wszystkim uśmiechnięci. I właśnie o to chodzi.  O poczucie, że w tym innym i nowym świecie można się na kimś oprzeć i zaufać, że nieważne co się wydarzy, obok jest doświadczony, wyrozumiały, a także  uśmiechnięty profesjonalista.

W tym nowym świecie wszystko wygląda inaczej – rzeczy wydają się większe i wolniejsze, jest spokojnie, nie ma szumów, nikt nie wrzeszczy do ucha, ze względu na obudowę maski świat wygląda niejako jak z perspektywy konia (dla początkujących). Fajne, prawda?  Można wisieć w bezruchu, można zawisnąć do góry nogami, można płynąć na brzuchu i na plecach (dla nieco bardziej wprawionych).

Dotarłam do końca tej zdecydowanie zbyt krótkiej przygody na wyspie Ko Tao. Ze sobą zabieram certyfikat nurkowania i kolejne zrealizowane marzenie. Od dziś mogę nurkować gdziekolwiek zechcę – cieszę się, że trzymam w dłoni klucz do nowego wymiaru! Zamierzam zapukać do tych nowych drzwi ponownie już za chwilkę! Tymczasem biorę się powoli za rozmyślanie nad kolejnym punktem na mojej osobistej liście marzeń. Skoro zjedzenie schabowego z mizerią będę mogła zrealizować dopiero we wrześniu, na pierwsze miejsce automatycznie wskakują... Filipiny!

PS. Podziękowania wszystkim bliskim za wprowadzenie do nurkowania i cierpliwość!  Tom i Sarah z Australii– dzięki za udostępnienie zdjęć. Za inspirujące zajęcia podziękowania otrzymuje Johnny z Walii, za cierpliwość, powtarzanie ćwiczeń i lekcję przy tablicy – wielkie dzięki dla Matteo z Włoch! Specjalne pozdrowienia dla Easy Divers oraz całej grupy podwodnych eksploratorów! Fajna przygoda! 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

AUTOR

B.B.

B.B.

OCEŃ WPIS

WSZELKIE PRAWA ZATRZEŻONE | OLESNICA.EU COPYRIGHT 2012 | REGULAMIN

PROJEKT I WYKONANIE PublicON

Portal dziennikarstwa społecznościowego Olesnica.eu. Wyraź zwoje zdanie i bierz aktywny udział w tworzeniu społeczeństwa obywatelskiego swojego miasta.