Facebook
RSS
ARTYKUŁY WYDARZENIA WASZE PROBLEMY WASZE PROPOZYCJE KONTAKT ZALOGUJ SIĘ DO SERWISU

Basi Bartczak azjatyckie wojaże II - cz. 5 Leżaki koło jednostki wojskowej. Trochę historii

29.05.2013

Dział: artykuły, kategoria: Własnym zdaniem

Basi Bartczak azjatyckie wojaże II - cz. 5 Leżaki koło jednostki wojskowej. Trochę historii

Po dwóch i pół tygodnia Sri Lankę miałam już prawie w tzw. kieszeni, przynajmniej logistycznie. W kierunku przeciwnym do ruchu wskazówek zegara eksplorowałam wysepkę i nawet nie zauważyłam, kiedy zostawiłam za sobą wybrzeże zachodnie, południe, południowy wschód, a następnie Sri Lankę centralną.

Została daleka północ oraz północny wschód. Daleka północ okazała się już na etapie planowania dość frapująca – na dojazd do Jaffny, krainy Tamilów, niezbędna jest zgoda ministerstwa, które z kolei na wydanie zaświadczenia ma aż cztery dni robocze. Do tego w samą podróż również trzeba zainteresować dwa dni, a to z racji tego, że gdzieś przed północą kończy się trakcja kolejowa, a o dalsze połączenia z okolicą Jaffny troszczą się kierowcy lokalnych autobusów. Wszystko trwałoby zdecydowanie zbyt długo (autobus na trasę 130 km potrzebuje ok. 7 godzin!), dlatego też zrezygnowałam z męczącej przeprawy na rzecz eksplorowania północnego wschodu, który to wg mojego przewodnika miał słynąć z „długich białych plaż oraz nienaruszonej flory i fauny”.

Dotarcie do równie dalekiego zakątka północno wschodniego, a jechałam do Trincomalee, zajęło mi sporo czasu – cały dzień spędzony w autobusach dawał się nieźle we znaki. Pojazd kołysał się na wszystkie strony, a ja z każdym ruchem traciłam zapasy wody w organizmie, które spływały mi w postaci potu po czole, plecach, rękach i nogach. Natomiast wody uzupełniać nieco się obawiałam – kierowcy autobusów długodystansowych bowiem dziwnym zbiegiem okoliczności prawie nie robią przerw dla pasażerów. Ostatni odcinek pokonałam około godziny 18tej i tak oto wraz z nadchodzącym zmrokiem znalazłam się gdzieś w okolicach, a właściwie daleko za Trincomalee.

Kierowca zatrzymał autobus i przykazał wysiąść. Z tym, że dookoła widziałam szczere pole, a częstotliwość pojawiania się pojazdów na tej trasie wynosiła jeden (to ilość) do dziesięciu (to minuty). Ostatni dwukilometrowy odcinek, przejazd przez szczere pola, pokonałam tuk-tukiem za sumę, która w normalnych okolicznościach byłaby cztery razy niższa. Warto pamiętać o tym, że podróżowanie o zmroku ma to do siebie, że wartość własnej karty przetargowej spada właściwie do zera. Trzeba zapłacić żądaną kwotę za przejazd, zapłacić solidnie za nocleg i cieszyć się, jeśli pokój ma jako taki standard. Mój miał. Uff – chociaż to.

O piątej rano, wraz z brzaskiem, zanotowałam pierwsze przejawy zbliżających się szoku i depresji. Widok z pokoju – płot z drutem kolczastym. Widok przed budynkiem – kawałek plaży, kilka palm i płot z drutem kolczastym. Droga na plażę – z dwóch stron płoty z drutem kolczastym. Poza tym zupełny brak wiatru i upał straszliwy już o świcie. Gdzie ja jestem? Gdzie te piękne plaże, gdzie nienaruszona przyroda, którą miałam zastać? I gdzie właściwie podziali się wszyscy ludzie?

Po kilku godzinach wiedziałam o co chodzi: Podczas gdy na zachodnim wybrzeżu miesiące od kwietnia do października obfitują w deszcze, na wybrzeżu wschodnim pogoda jest wyśmienita (im wyżej tym bardziej gorąco, a że byłam dość wysoko, brakowało powietrza); Podczas gdy wybrzeże zachodnie zamieszkują prawie wyłącznie Syngalezi, na wschodnim osiedlili się Muzułmanie i Talimowie; 

Podczas gdy na wybrzeżu zachodnim kłębią się tłumy turystów, wybrzeże wschodnie pozostaje właściwie puste, a jest to niewątpliwie skutkiem zakończonej zaledwie trzy lata temu wojny domowej (i znaczną odległością od lądowiska).
I jeszcze jeden czynnik powoduje, że odwiedzający tę okolicę powinni mieć co najmniej stopień starszego drużynowego w harcerstwie (lub w dzieciństwie brać udział w zbiórkach zuchów). Ten rejon Sri Lanki został bowiem najbardziej dotknięty przez tsunami (2004), co z kolei uwsteczniło wszelkie projekty rozwojowe mające w tych okolicach swój początek zaraz po wojnie domowej. Tak więc z tej pięknej okazji braku jakiejkolwiek infrastruktury w tym rejonie warto wiedzieć, jak zapełnić sobie czas, jak rozpalić ognisko, jak złapać rybę, jak ewentualnie zawiązać węzeł ratowniczy, jak sterować łódką itp. (trochę w tym żartu, a trochę nie).

Niewątpliwie to wojna domowa (1983-1992) i trwająca 16 lat wojna (1993-2009) skutecznie zrewidowały nadzieje tutejszej ludności na ściągnięcie w okolicę turystów – wprowadzone zostały liczne zakazy, w tym także znaną mi z lat dzieciństwa godzinę policyjną, która skutecznie trzymała turystów z daleka. Liczne domki turystyczne, które powstały w latach 80tych, zostały splądrowane lub/i spalone lub/i wykorzystane przez rebeliantów jako punkty dowodzenia. Gdy LTTE (Liberation Tigers of Tamil Eelam) w 1995r. musiało opuścić główne centrum dowodzenia w północnej Jaffnie, jej członkowie oraz główny dowodzący pojawili się gdzie? Oczywiście w miejscu mojego pobytu!

Siły zbrojne patrolowały cały region, a uzbrojone w ostrą amunicję Tamilskie Tygrysy pojawiały się regularnie na plażach i w wioseczkach, skutecznie zastraszając ludność. Przynajmniej do 2009 – 19 maja tego samego roku niedowierzającej w pokój ludności przedstawione zostały zwłoki Velupillai Prabhakarana, najbardziej poszukiwanego terrorysty i przywódcy LTTE, który został zastrzelony zaledwie dzień wcześniej. Od 2009 rejon patroluje wojsko rządowe, co wcale nie polepsza sytuacji potencjalnych odwiedzających.

Znalazło się więc wytłumaczenie dla opuszczonej okolicy i dla tych niewątpliwie kiepskich drutów kolczastych. Umundurowane siły zbrojne, liczne punkty kontrolne (check-points), spacerujące właściwie opustoszałą wioską wojsko z karabinami, które wcześniej widziałam wyłącznie w telewizji, nie zachęca do pojawienia się w tych stronach. A ponieważ nie trwa ani 

wojna domowa, ani żadna inna, można odnieść wrażenie, że rząd Sri Lanki chce cały czas trzymać ludność w ryzach, w czym ma pomóc taka właśnie demonstracja sił (nawiasem mówiąc tutejszy prezydent nie cieszy się wielką sympatią mieszkańców kraju).

Po zaledwie trzech dniach poddałam się – ruszyłam wzdłuż wybrzeża, tym razem w kierunku południowym.

AUTOR

B.B.

B.B.

OCEŃ WPIS

WSZELKIE PRAWA ZATRZEŻONE | OLESNICA.EU COPYRIGHT 2012 | REGULAMIN

PROJEKT I WYKONANIE PublicON

Portal dziennikarstwa społecznościowego Olesnica.eu. Wyraź zwoje zdanie i bierz aktywny udział w tworzeniu społeczeństwa obywatelskiego swojego miasta.