Facebook
RSS
ARTYKUŁY WYDARZENIA WASZE PROBLEMY WASZE PROPOZYCJE KONTAKT ZALOGUJ SIĘ DO SERWISU

Basi Bartczak azjatyckie wojaże II - cz. 4 Cejlon

14.05.2013

Dział: artykuły, kategoria: Własnym zdaniem

Basi Bartczak azjatyckie wojaże II - cz. 4 Cejlon

Po półtora miesiąca, które spędziłam w Indiach, Sri Lanka od razu wydała mi się rajem. Na ulicach czysto, ruch spokojny, raczej nieuciążliwy, a ludzie uśmiechnięci. O tym, jak łatwo wpaść w pułapkę kulturową przekonałam się ponownie już w pierwszej taksówce (czyli 30 minut po wylądowaniu samolotu) wiozącej mnie i mój plecak w miejsce pobytu.

 W odpowiedzi na uśmiechniętą twarz szofera, który podał cenę przewozu, wykrzyknęłam (korzystając oczywiście z całego asortymentu oburzonych min, które posiadam w zestawie), że to nieładnie, że taka wysoka cena, że jak tak można...
Tak bowiem wygląda kod kulturowy w Indiach, z których właśnie przyleciałam. Tam kierowca zawyża znacznie cenę, a na skutek oburzenia lub (udawanej) rezygnacji z trasy, cenę zaniża lub pyta, ile chcę się zapłacić.  I to jest normalne. Takie reguły gry. Z tym, że byłam na Sri Lance. Zapadła cisza. Kierowca ruszył milcząc, podczas gdy do mnie z  każdą następną chwilą docierało, że mogłam popełnić i na pewno popełniłam niezłą gafę. Straciłam twarz. Dziesięć minut później padły słowa „Przepraszam, wracam z Indii. Naprawdę nie chciałam Pana obrazić”. Zgadniecie, kto to powiedział?

Sri Lanka jest niesamowicie mała, niemniej nie warto się tym kierować, bowiem możliwości, jakie oferuje ten kraj są ... powalające. Poza licznymi okazjami do świętowania (każdego dnia, na który przypada pełnia księżyca obchodzone jest tu święto Poya; najważniejsze z nich – Vesak – obchodzone jest w maju i wyznacza narodziny, oświecenie i śmierć Buddy), można z powodzeniem uprawiać tu trekking i wspinaczkę górską, pływać w ciepłym i wzburzonym oceanie, uskuteczniać spływy kajakowe i rafting, opalać się na jednej z pięknych plaż, wisieć w hamaku, zagubić i odnaleźć się w meandrach historii, oglądać krokodyle, nurkować, pić pyszną i świeżą herbatę i jeździć bez końca pociągami[1] i autobusami! Te ostatnie dwie czynności należą niewątpliwie do moich ulubionych – przejazd pociągiem jest bardzo, ale to bardzo tani, a same widoki – wprost bezcenne! Natomiast świeżo zerwana herbata, zaparzona w lokalnym barze to istny raj dla podniebienia.

Z całego przedstawionego asortymentu skoncentrowałam się zaraz w pierwszych dniach pobytu na Sri Lance na... wycieczce do parku narodowego. Tam miały oczekiwać na mnie liczne okazy dzikich zwierząt, m.in. krokodyle, które do tej pory znałam z zoo lub z telewizji, co miało uzasadnić wysoką cenę za bilet wstępu. Następnego dnia, jeszcze w ciemnościach porannych godziny piątej, wsiadłam wraz z dwoma Chinkami do specjalnie na takie okazje skonstruowanego jeepa, który to dzięki podwyższonej platformie z siedzeniami ma ułatwić oglądanie dzikiej natury wszystkim nieogarniętym turystom. Pełne nadziei, z aparatami fotograficznymi i kamerami (każda z koleżanek z Chin po jednej w każdej dłoni!) jechałyśmy na spotkanie z przygodą. Zaplanowany czas trasy – 7 godzin, baterie – naładowane, nadzieje – ogromne.

O szóstej rano zobaczyłyśmy pierwsze zwierzęta – orła, pelikana, pawia i bobra. Nie ukrywam, że na koleżankach z Szanghaju zrobiły one duże wrażenie – na mnie mniejsze, w końcu wakacje spędzałam zwykle w miejscach, gdzie bobry i orły do rzadkości nie należały. Pawie natomiast widywałam na terenie oleśnickich koszar, w drodze na działkę.

Godzinę później kierowca zahamował przed małym jeziorkiem i wskazał palcem na bajorko. Bajorko jest, w bajorku pewnie też coś pływa, a obok bajorka leży kłoda. Chyba za bardzo nastawili się na turystów z wielkich metropolii, którzy na co dzień nie uświadczają przyrody - pomyślałam. Patrzę na kierowcę, patrzę na koleżanki, patrzę na kłodę – i słyszę: Krokodyl! Krokodyl! - Gdzie? Gdzie? Tam, to ta kłoda! Może i rzeczywiście. Przy odrobinie wyobraźni mogłam zidentyfikować ogon i paszczę... Przyjemnie? Nie wiem, ale tak oto zobaczyłam pierwszego w moim życiu prawdziwego gada.

Nie poddaliśmy się, szukaliśmy dalej. Przy okazji warto wspomnieć, że jazda jeepem po wertepach do najprzyjemniejszych nie należy. Głowa chyboce się na wszystkie strony, pupa nieźle boli od podskakiwania, ręce od zaciskania na uchwycie także. Mamy dwa słonie! Schowały się w zagajniku, gdzie konsumowały śniadanie. Widać ucho i ogon. Nie da rady nic więcej zobaczyć, jedziemy dalej. Około godziny dziewiątej mamy całego słonia. 

 

Stoi na środku drogi i macha uszami. Zobaczywszy jeepa najzwyczajniej w świecie obrócił się i udał się w najbliższe chaszcze. Mądre zwierzę, wie co dla niego najlepsze. Kto by chciał pozować przed grupką dzikich turystek? W poszukiwaniu zwierząt przeczesywaliśmy hektary parku narodowego... i nic. W efekcie dwie godziny przed końcem wycieczki przeszła nam ochota na eskapadę, a naszła na spokojne popołudnie spędzone w niebujającym i niepodskakującym łóżku wraz z dwoma porcjami aspiryny, która miała uśmierzyć narastający ból głowy, niezapowiedziany efekt uboczny wycieczki po parku narodowym.

Poza migreną i wnioskiem, że wykupiona wyprawa zakończyła się fiaskiem, dorobiłam się jednego filmu[2] i wielu zdjęć kilku interesujących zwierząt: słonia, krokodyla, licznych kolorowych ptaków, w tym orła i pelikana, bawoła, mungosa i warana, a także informacji sprzedanej przez kierowce, że na Sri Lance mężczyzna tańcząc z kobietą nie może jej dotykać. To jest wiadomość! Komplikuje ona nieco sprawy damsko-męskie, prawda?



[1] Jeżeli kiedykolwiek stwierdziłam, że wiem, jak wygląda przepełniony pociąg, przepraszam. Zapewne się myliłam. O tym, że wiem, jak on wygląda mogę powiedzieć dopiero dziś. Na Sri Lance. Przepełniony pociąg to taki pojazd, z którego dosłownie wylewają się ludzie. Gdy rusza, przy każdych drzwiach i z dwóch stron biegnie przez peron grupka ludzi, aby chwilę później zawisnąć na uchwycie przy drzwiach trzymając się go jedną ręką. Jakoś chyba także jedną nogą, bo zawsze znajdzie ona gdzieś sobie miejsca. Pozostałe ręce i nogi chybocą w powietrzu. A pociąg jedzie. Na korzyść „wiszących” pasażerów przemawia fakt, że pociąg jedzie maks. 30 km/h. To dobra wiadomość.

[2] Film do obejrzenia na stronie barbarabartczak.wordpress.com. Na filmie jeziorko, w jeziorku pięć krokodyli, a dookoła piękne ptaki. Zobaczcie sami!

 

AUTOR

B.B.

B.B.

OCEŃ WPIS

WSZELKIE PRAWA ZATRZEŻONE | OLESNICA.EU COPYRIGHT 2012 | REGULAMIN

PROJEKT I WYKONANIE PublicON

Portal dziennikarstwa społecznościowego Olesnica.eu. Wyraź zwoje zdanie i bierz aktywny udział w tworzeniu społeczeństwa obywatelskiego swojego miasta.