Facebook
RSS
ARTYKUŁY WYDARZENIA WASZE PROBLEMY WASZE PROPOZYCJE KONTAKT ZALOGUJ SIĘ DO SERWISU

Basi Bartczak azjatyckie wojaże II - cz. 3, O przypadkach. W Indiach

23.04.2013

Dział: artykuły, kategoria: Własnym zdaniem

Basi Bartczak azjatyckie wojaże II - cz. 3, O przypadkach. W Indiach

O tym, że Indie to olbrzymi i kolorowy kraj pisałam w poprzednich artykułach. W tym postaram się przybliżyć kraj i jego wybranych mieszkańcow.

Swamiego i Amritę poznałam przypadkiem (czy przypadki istnieją?). Poznana równie przypadkowo turystka z Niemiec opowiadając przy wspólnym obiedzie o kuracji, którą odbywa w Indiach wspomniała mimochodem o zajęciach jogi, które odbywają się na terenie lecznicy. 

Ciekawe, bo właśnie kilka godzin wcześniej myślałam o tym, aby po wielu godzinach spędzonych w autobusach zafundować sobie rozciąganie. Poszłam na zajęcia. Ćwiczenia trwały standardowo 1,5 h, nauczyciel nadzorujący i wymagający (czasami ćwiczył, częściej sprawdzał i poprawiał spoconych uczniów chodząc dookoła, naciągając i dociskając do życzeniowej pozycji), asystentka w białych szatach, długich włosach uczesanych w warkocz siedziała zazwyczaj na tyłach, czasami uczestniczyła w zajęciach, jednak częściej zajmowała się logistyką sesji. W zajęciach uczestniczyło około dwanaście osób. Pięcioro z nich widywałam codziennie.

Kilka twarzy.

Jogin Swami Ji. Urodził się ponad 30 lat temu w zamożnej hinduskiej rodzinie. Nie brakowało mu nigdy niczego. Rodzice dbali o swoje dziecko i od najmłodszych lat zapewnili mu dostęp do nauki. W praktyce oznaczało to rozmowy z mędrcami i nauczycielami. Już w wieku sześciu lat Swami wykazywał zainteresowanie jogą. Jak powszechnie wiadomo wszystkie małe dzieci ćwiczą jogę zupełnie nieświadomie – bez trudności wykonują pozycje – od Adhomukha Śvanasana (pies z głową w dół) począwszy, na Halasana (pozycja pługa) skończywszy, na które dorośli muszą później nieźle się napracować. Swami był takim samym dzieckiem, z jedną tylko małą różnicą – w wieku siedmiu lat, rozpocząwszy samodzielną i intensywną praktykę, opracowywał jednocześnie pozycje jogi, które wg niego miały przynosić ćwiczącym ukojenie i lepsze rezultaty.

Mając 14 lat Swami odnalazł i postanowił całkowicie oddać się drodze samotnej ascezy. Będąc przeświadczonym o słuszności podjętej decyzji opuścił dom

 rodzinny zrywając wszelkie kontakty z członkami rodziny – począwszy od rodziców, na dalekich krewnych skończywszy. Kolejnym z aspektów ascezy było wyrzeczenie się wszelkich dóbr materialnych, co też Swami uczynił. Nie napiszę nic zaskakującego twierdząc, że Swami oddalił się na dalekie pustkowie, gdzie praktykował głęboką i nad wyraz samotną medytację. W tym odosobnieniu Swami spędził ponad dziesięć lat (sic!). Żywił się roślinami i owocami, które znalazł nieopodal, a schronienie dawała mu skalna grota. Niestety ostra dieta wegańska oraz (prawdopodobnie) wada genetyczna spowodowały, że wraz z upływem lat Swami zaczął tracić wzrok. Początkowo nie zwracało to jego uwagi, niedługo jednak miało okazać się zgubne, bowiem nie mógł znajdować już pożywienia. Nagiemu, wygłodzony, prawie bezsilnemu udało się cudem dostać do najbliższej małej miejscowości. Ktoś oddał mu stare spodnie, ktoś inny rzucił koszulę. Tak przyodziany i niewidomy Swami żywił się z jałmużny. I historia trwała by do dziś, gdyby nie...

Siostra Amrita. Pewnego dnia ta siostra z hinduskiej wspólnoty klasztornej przypadkiem szła uliczkami bardzo małego miasta. Była smutna, bo nie znajdywała odpowiedzi na pytania o życie. 

Poszukiwała sensu, a to trudne zadanie. Prosiła wszystkie moce o siłę w tym ciężkim okresie. Właśnie kiedy po raz kolejny ocierała łzy cieknące po twarzy ujrzała  na ulicy żebraka. Rzuciła mu dwie rupie, które miała w kieszeni, ale za chwilę, dosłownie dwa metry dalej zatrzymała się. Coś nie pozwalało jej przejść spokojnie obok. Zerknęła przez ramię. Żebrak był wychudzony, ale spokojny. Nie prosił, nie wyciągał ręki. Siedział wyprostowany i pogodzony. Był.

Amrita przez chwilę wsłuchiwała się w siebie, słyszała życie tętniące w małym miasteczku. Gdy szła w stronę żebraka czuła zapach parzonej herbaty wydobywającej się z lokalnego wozu z wrzątkiem i przypiekanej dosy, którą tutejsi przygotowywali na śniadanie. Była w stanie nakreślić wszystko, co działo się dookoła niej. Czas stracił ważność, sekundy zdawały się być niesamowicie długie – twierdzi dziś.

Wiedziała co robić. Siostra Amrita odnalazła cel, odnalazła Swamiego. Od tego spotkania minęło kilkanaście lat.

Co się wydarzyło? Amrita zaopiekowała się Swamim – zabrała niedożywionego jogina do swojej rodziny, aby tam miał szansę wydobrzeć. Sam Swami został zbadany przez lekarzy – okazało się, że wada wzroku nie jest równoznaczna z jego całkowitą utratą, bowiem można ją usunąć operacyjnie[1]. Wkrótce potem obydwoje powołali do życia aśramę, w której Swami praktykował w dalszym ciągu wybraną wcześniej drogę duchową. Aśrama była otwarta dla wszystkich, którzy zechcieli praktykować. Wraz z biegiem lat aśrama 

Swamiego Ji i Amrity stała się rozpoznawalna w kręgu nauczycieli i zwolenników jogi. Niezmieniający się krąg ludzi, o którym wspominałam wcześniej, to właśnie oni. Przyjeżdżają po praktykę z całego świata spędzając ze Swamim po kilka tygodni. Od dłuższego czasu Amrita i Swami Ji dzielą swoje życie między miejscowości Manali (tam jest aśrama) i Palolem (tu ćwiczą w większym gronie).[2] Życie toczy się dalej – aktualnie poza logistyką związaną z prowadzeniem aśramy Amrita skrzętnie przeznacza część środków na operację oczu Swamiego Ji. Sam asceta twierdzi, że jest pogodzony z faktem bycia niewidomym – w końcu nieprzypadkowo jest joginem.[3]



[1] O tym, że Swami Ji jest niewidomy dowiedziałam się dopiero na jednych z ostatnich zajęć. Nic nie wskazywało na ten stan rzeczy – wręcz przeciwnie! Aktywność, poprawianie pozycji ćwiczących i kierowanie atencji w stronę uczniów świadczyło wręcz o czymś dosłownie odwrotnym!

[2] Zerknijcie na stronę – właśnie powstała http://yogainmanali.com/

[3] Dalsze twarze Indii już wkrótce na blogu www.barbarabartczak.wordpress.com

 

AUTOR

B.B.

B.B.

OCEŃ WPIS

WSZELKIE PRAWA ZATRZEŻONE | OLESNICA.EU COPYRIGHT 2012 | REGULAMIN

PROJEKT I WYKONANIE PublicON

Portal dziennikarstwa społecznościowego Olesnica.eu. Wyraź zwoje zdanie i bierz aktywny udział w tworzeniu społeczeństwa obywatelskiego swojego miasta.