Facebook
RSS
ARTYKUŁY WYDARZENIA WASZE PROBLEMY WASZE PROPOZYCJE KONTAKT ZALOGUJ SIĘ DO SERWISU

Basi Bartczak azjatyckie wojaże II - cz. 13 Lombok, czyli o tym, jak bąk bąkowi nierówny

04.09.2013

Dział: artykuły, kategoria: Własnym zdaniem

Basi Bartczak azjatyckie wojaże II - cz. 13 Lombok, czyli o tym, jak bąk bąkowi nierówny

Nie żeby Indonezja całkowicie nie przypadła mi do gustu. Co to, to nie. Po trzech tygodniach pobytu na Bali, niezłej migracji po wyspie, dorobieniu się egzotycznej infekcji górnych dróg oddechowych, chciałam co prawda już tylko uciekać na inną wyspę, ale nie z Indonezji. Wybrałam mniejszy Lombok.

To chyba przypadek, ale tak się jednak stało, że i druga wyspa otworzyła przede mną „ciekawe” liczne możliwości działania – tu mogłam nauczyć się praktykować całym sercem cierpliwość, wytrwałość i dobrze mi już znaną z dzieciństwa sztukę ogarniania czasu przez mantrowanie przed zaśnięciem: „jeszcze 4 razy spać (tu stosowana ilość nocy) i... złożę wniosek o przedłużenie wizy (można też inaczej... dostanę czekoladkę, pojadę na wieś itd.).

Lombok dopiero buduje swoją markę – do całkiem niedawna turyści omijali tę wyspę z daleka. Brakowało tu całkowicie turystycznej infrastruktury oraz okazji na hulanki i swawole. W chwili obecnej Lombok szczyci się... no właśnie... Czym szczyci się Lombok? Z czego słyną poszczególne rejony?

Otóż wyspa Lombok na pewno słynie z trzech pobliskich wysp Gigi (sic!) – Trawangan, Meno i Air. Dostać się tu można barką, która wyrusza z miasta i portu Bangsal w godzinnych odstępach czasu. W takich portach łatwo zaobserwować zjawisko opętania turystycznego.

W kasie panie sprzedają trzy rodzaje biletów na trzy różne wyspy. Mamy bilet nr 1 – slowboat, czyli wolną łódeczkę. Widać, że bilet ten kupują głównie lokalni. Owszem, mądra decyzja, bo bilet kosztuje 1,30 USD. Bilet nr 2 to bilet na tzw. fastboat, czyli łódeczkę szybką. Turystom się spieszy, więc pani w tym okienku przeżywa oblężenie osób z plecakami wielkości krowy (dobrze, jeśli niosą tylko jedną krowę! Często taki wizytator ma dwie – jedną z przodu, drugą z tyłu!). Tłumy turystów, żadnego lokalnego człowieka. Zrozumiałe – cena biletu to 20 USD. Jest jeszcze bilet nr 3 – tzw. charter, czyli łódeczka czarterowa. Ma mniejsze oblężenie, ale za to można na wyspę przepłynąć w małej grupce przyjaciół. To dla tych osób, które najwidoczniej nie trawią „obcych” nawet przez chwilkę, natomiast bardzo chcieliby zobaczyć Azję. Taka łódeczka to luksus czarterowy, za który należy zapłacić 40 USD. I jest dobrze. Każdy jedzie jak chce. Przez 30 minut, bo tyle trwa przeprawa niezależnie od wyboru łódeczki. A same drewniane łódeczki, które cumują przy brzegu, nie różnią się między sobą niczym poza kolorami malunku. Różnią się między sobą natomiast ceny biletów i towarzystwa na łódeczkach. Naprawdę – im bardziej chcę pojąć o co chodzi z tą turystyką, tym mniej rozumiem. Ufff...

Rejon wokół Mataram. W tej okolicy, a dokładniej w miejscowości Senggigi, spędziłam dobrych dziesięć dni. Wystarczyć powinno na co najmniej dziesięć lat, bowiem ciężko w tym punkcie tranzytowym znaleźć inspirujące i różne od leżenia na plaży zajęcie. Rewelację w mieście Mataram stanowi dom handlowy, a w domu handlowym KFC i Mc Donald’s. Jest jeszcze fontanna oraz mnóstwo urzędów, w tym urząd zajmujący się przedłużaniem wiz pobytowych. Warto wiedzieć, że w całej Indonezji urzędy są skrzętnie pozamykane w czasie świąt muzułmańskich. Tak oto trafiwszy na takie święto, mój pobyt w okolicy ... trwał i trwał. Święto także trwało. A wiza traciła ważność.

W przeciwieństwie do pozamykanych urzędów ludzie na wyspie Lombok są zdecydowanie otwarci. I tym sposobem dzięki poznanemu Indonezyjczykowi, o europejskim imieniu Eddy, spędziłam indonezyjskie święto niepodległości w małej wiosce położonej w centralnym punkcie wyspy Lombok, gdzie zamieszkiwała jego rodzina. Przy okazji – godło Indonezji przedstawia mitycznego ptaka Garudę, złotego orła reprezentującego twórczą energię. Kolor złoty oznacza wielkość narodu Indonezji, a czarny przyrodę. Skrzydła orła składają się z 17 piór, ogon z 8, a szyja z 45. Liczby te układają datę proklamacji niepodległości Indonezji 17 sierpnia 1945. Było jedzenie – jak zwykle sama przyjemność, było picie – spróbowałam wina robionego z palmy, o którego smaku nie będę się rozwodzić ze względów estetycznych, były flagi wywieszone na słupach i domach (czerwonobiałe), były gry i zabawy.

Ulubionym sportem mieszkańców centrum wyspy (a może nawet i całej wyspy, lub – kto wie – Indonezji?) jest puszczanie bąków. Owszem, owszem – mowa o takim nakręconym ręcznie bąku wirującym po asfalcie, znanym nam wszystkim z dzieciństwa. Tutaj podejście do sprawy jest o wiele poważniejsze. Taki bąk wykonany jest z drewna i z metalu i jest niezmiernie ciężki. Zawija się końcówkę takiego bąka powoli i dokładnie w lianę, przy czym należy zwrócić uwagę na to, aby liana była mocno dociśnięta. Potem już tylko odpowiednie ustawienie i ciała i dłoni, która trzyma twardo końcówkę liany, a następnie wyrzucenie bąka na ziemię! Przy odpowiednim wyrzucie bąk zaczyna na ziemi sam wirować, a liana trzaska o ziemię niczym szalony bicz woźnicy! Co za efekt, co za (dziwny) sport! Nadmienię, że wirujących bąków jest w jednej grze kilka, a zadaniem puszczającego jest strzelić wypuszczanym bąkiem w bąka wirującego. Zrozumiałe?

Od wrażeń międzykulturowych z powodzeniem odpoczywałam na wschodzie wyspy – tam właśnie znajdują się plaże, które zapierają dech w piersiach. Lazurowa woda, złoty piasek, rafy koralowe i mało ludzi. Wszystko otoczone górami. Okolica jeszcze nieeksplorowana przez masy turystów, którzy zajadle pędzą na wyspy Gigi. I o to chodzi! Po lekcji kultury Indonezji nadszedł czas na odpoczynek.

 

 

AUTOR

B.B.

B.B.

OCEŃ WPIS

WSZELKIE PRAWA ZATRZEŻONE | OLESNICA.EU COPYRIGHT 2012 | REGULAMIN

PROJEKT I WYKONANIE PublicON

Portal dziennikarstwa społecznościowego Olesnica.eu. Wyraź zwoje zdanie i bierz aktywny udział w tworzeniu społeczeństwa obywatelskiego swojego miasta.