Facebook
RSS
ARTYKUŁY WYDARZENIA WASZE PROBLEMY WASZE PROPOZYCJE KONTAKT ZALOGUJ SIĘ DO SERWISU

Basi Bartczak azjatyckie wojaże II - cz. 11 Spotkanie po roku

06.08.2013

Dział: artykuły, kategoria: Własnym zdaniem

Basi Bartczak azjatyckie wojaże II - cz. 11 Spotkanie po roku

W Indonezji czekała na mnie niespodzianka, właściwie to ja niecierpliwie czekałam na niespodziankę indonezyjską – w szalonym i drugim co do wielkości mieście Indonezji, a jednocześnie stolicy prowincji Jawy Wschodniej o pięknej nazwie Surabaja, miałam spotkać Cecylię, zwaną przez bliskich Mimi. Kim więc jest Cecylia-Mimi i dlaczego tak cieszyłam się na nasze spotkanie w Azji?

Cecylię poznałam rok temu w Malezji – wtedy to podczas awaryjnego poszukiwania noclegu przez serwis couchsurfing.org w Kuala Lumpur to właśnie Cecylia i jej znajomi odpowiedzieli pozytywnie na moje zapytanie typu „last minute”. Wtedy naprawdę byłam w kropce - tak się stało, że dosłownie w ostatniej chwili moje wcześniej zarezerwowane miejsce pobytu zostało anulowane! I tak oto dzięki dziwnemu zrządzeniu losu poznałyśmy się z Mimi.

Minął rok, a nasza znajomość wyszła poza serwer CS. W tym roku na pytanie o to, kiedy w końcu zawitam do Indonezji, mogłam z uśmiechem na twarzy odpowiedzieć „już za miesiąc”!

Indonezja jest państwem wyspiarskim położonym na 17 508 wyspach. Ludność Indonezji jest bardzo zróżnicowana pod względem etnicznym, językowym i religijnym. Ogółem występuje ok. 300 grup etnicznych posługujących się ok. 250 odrębnymi językami! Niesamowity miks! Etnicznie rzecz ujmując Cecylia jest Chinką. To właśnie dzięki Cecylii-Mimi, która włożyła niesamowicie dużo energii w to, abym w Indonezji poczuła się jak w domu, zaklimatyzowałam się tu bardzo szybko. A ponieważ Cecylia i jej rodzina to ludzie bardzo gościnni, dni po przyjeździe obfitowały w wydarzenia i niespodzianki kulturowe.

I tak oto pewnego pięknego dnia otrzymałam informację, że jedziemy do... zoo! Zoo to dla mnie nie tylko atrakcja. Z zoo kojarzę przede wszystkim swoją pierwszą większą wyprawę do Wrocławia. Miała ona zdecydowanie charakter eksploratorski i czuję, że to właśnie ten wypad przyczynił się w dużej mierze do dzisiejszych podróży. Towarzyszyły mi moje wspaniałe kuzynki, a naszej trójce – jak to wypada w tym wieku – towarzyszyli rodzice. Pomimo faktu, że zoo sprzed ponad 30 lat wywarło na mnie unikalne i wielkie wrażenie, to „tajemnicze zoo” (ang. secret zoo) w Batu City pozostawiło także spory pozytywny ślad. A to dzięki przeróżnym okazom zwierząt zamieszkującym przystosowane do tego celu hektary zoologiczne, jak i dzięki nadzwyczaj fajnym rozwiązaniom technologicznym takim jak wózki napędzane prądem, dzięki którym cały dzień w zoo nie oznaczał spuchniętych od chodzenia nóg, a mega frajdę! Mieszkańcy tego zoo to unikaty, które ciężko zobaczyć w Europie, emocji więc było co niemiara. Słowo daję, że dawno nie bawiłam się tak dobrze i lekko jak tego dnia! Całe zmęczone i radosne towarzystwo poszło tego wieczora spać nadzwyczaj szybko – jestem przekonana, że cała kompania z „wesołego autobusu” śniła tej nocy o gepartach i panterach!

Surabaja to miasto mocno zatłoczone. Na ulicach nie uświadczyłam pieszych, wszyscy przemieszczają się w samochodach bądź na skuterach. W przeciwieństwie do niego miasto Lumajang, w którym mieszka Mimi z rodziną sprawy mają się zupełnie inaczej. Panuje tu sielska i prawie rodzinna atmosfera. Sprzedawcy każdego ranka o tej samej porze otwierają swoje kramiki oferując różnorodności wszelkiej maści. Wszystko dzieje się nieśpiesznie, ludzie się znają, żartują, plotkują. Ot, fajne i spokojne życie. Rodzicie Cecylii prowadzą tu sklepik – jest to miejsce, które należy do rodziny już od 3 pokoleń. Tato jest wyjątkowo artystycznie uzdolniony – całe serce wkłada w upiększanie i dekorację sklepiku. Mama to wyjątkowa kobieta, która w pracę wkłada serce, a pracuje bez ustanku. Dosłownie. Obsługuje klientów sumując należności na chińskim liczydle suan-pan, które widziałam do tej pory wyłącznie na filmach. Niesamowita sztuka liczenia, nauka której zajęłaby mi przypuszczalnie co najmniej kilka dni. W sklepiku można zakupić dosłownie wszystko – począwszy od podstawowych potrzeb, skończywszy na sokach z Europy, a także delikatesach lokalnych, jak np. suszona na słomę wołowina, którą można z powodzeniem wymieszać z ryżem w sytuacjach podbramkowych (np. będąc głodnym w podróży! – nota bene woreczek z taką wołowiną dostałam na podróż – to w razie gdybym na lotnisku nie znalazła niczego zdatnego do jedzenia!).

Jeśli do tej pory jedynie myślałam, że Chińczycy są pracowici, to dziś mogę potwierdzić, że są! Prowadzą biznesy z namiętnością godną pozazdroszczenia. Po kilkudniowej gościnie u rodziny Cecylii wiem także, że bardzo dbają o swoich gości. W tym krótkim czasie, który mogłam spędzić z licznymi członkami tej wielkiej rodziny i poznać wszystkich lepiej, przytyłam 3 kilogramy! Wszyscy bez wyjątku każdorazowo wręczali mi paczuszki z przysmakami – a to chrupki, a to kulki wieprzowe, a to ciekawe i gumiaste ciastka kokosowe kue lapis. Mama Cecylii natomiast każdego dnia dbała o to, abym już z samego rana zjadła porządną porcję ulubionego tofu, które tutaj dostępne jest pod każdą postacią (polecam - najlepsze jest tofu marynowane w liściu kukurydzy!) Tofu to nie jedyny przysmak - na rynku dostępne są też takie smakołyki jak np. jajan pasar (narodowy przysmak: ryż z przeróżnymi dodatkami), podwędzane plasterki nosa bawoła (gumiaste przekąski), marynowane kawałki wnętrzności bawolich, wędzone uszy świni czy delikatny, ugotowany krowi mózg. Czy ktoś próbował i może opowiedzieć, jak smakuje? Ja nie mogłam się zdecydować!

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

AUTOR

B.B.

B.B.

OCEŃ WPIS

WSZELKIE PRAWA ZATRZEŻONE | OLESNICA.EU COPYRIGHT 2012 | REGULAMIN

PROJEKT I WYKONANIE PublicON

Portal dziennikarstwa społecznościowego Olesnica.eu. Wyraź zwoje zdanie i bierz aktywny udział w tworzeniu społeczeństwa obywatelskiego swojego miasta.