Facebook
RSS
ARTYKUŁY WYDARZENIA WASZE PROBLEMY WASZE PROPOZYCJE KONTAKT ZALOGUJ SIĘ DO SERWISU

Basi Bartczak azjatyckie wojaże II - cz. 10 A w niedzielę...

23.07.2013

Dział: artykuły, kategoria: Własnym zdaniem

Basi Bartczak azjatyckie wojaże II - cz. 10 A w niedzielę...

W niedzielę o świcie obudziły mnie... dzwony kościelne! Nie mogłam w to uwierzyć, takich dzwonów nie słyszałam dobrych kilka miesięcy. O dalszym spaniu mogłam tak czy owak zapomnieć, stąd postanowiłam wziąć udział w celebracji filipińskiej mszy świętej.

Zgodnie z zapowiedzią właścicielki pensjonatu, druga msza miała rozpocząć się o godzinie ósmej, więc bardzo punktualnie dotarłam do kościoła na... ostatnie piętnaście minut mszy, która swój początek miała o godzinie szóstej rano. Tak, Filipińczycy tak jak większość kultur krajów, przez które przejeżdżałam w trakcie ostatnich dwóch lat, są z punktualnością nieco na bakier.

Poczekałam na koniec mszy, następnie na wyjście ludzi z kościoła, następnie na wejście ludzi do kościoła, przeczekałam w ławce także rotację miejsc, w tym najbardziej okupowane to te bliżej wentylatorów. Msza o godzinie ósmej w końcu mogła się zacząć. O godzinie dziewiątej.

Miło mi było na tej mszy, przyjemnie, bo prawie jak „w domu”. W tym kościele panował naturalny rozgardiasz – dzieci w niepoliczalnych ilościach siedziały na rękach rodziców, kobiety wachlowały siebie i rodziny, mniej lub bardziej skutecznie chroniąc się przed gorącym powietrzem, na balkonie śpiewał chór, a między nawami chodziły... psy. Tak. Kościół tętnił życiem. Dosłownie. Filipińczycy to naród rozśpiewany – a że śpiewy słychać zawsze i wszędzie (w sklepie, na stacji, w aptece, w hostelu, na plaży, itd.), to słychać je także w kościele. Śpiewają wszyscy niezależnie od talentu i barwy głosu. Można tu odnieść wrażenie, że to kościół dostosował się do potrzeb ludzi, stąd tak rozśpiewany czas przed, w trakcie i po mszy. Ciekawostka – przed mszą rozległa się z głośników muzyka w wykonaniu... Enigmy! Kto by przypuszczał!

Zdumienie, a i pozytywne zaskoczenie stanowiły kobiety biorące udział w celebracji. Co najmniej cztery kobiety prowadziły orszak do ołtarza, w tym jedna niosła Biblię, unosząc ją wysoko nad głowę, inna miała w rękach różaniec, a jeszcze inna, w nieco hiszpańskim stylu, szydełkowaną chustę na głowie. To właśnie kobiety zbierały także datki na tacę. Nie wiem, czy to lepiej, czy gorzej, niemniej pani w chustce czuwała nad tacą jak orlica nad małymi, a każdy brzęk wrzucanej monety spotykał się z jej uśmiechem. I odwrotnie: brak brzęku niestety ze wzrokiem strofującym. Na wszelki wypadek postanowiłam nie patrzeć Pani od tacy prosto w oczy.

Filipińczycy do kościoła idą wystrojeni – jest kolorowo, hucznie, wachlarzowo i familijnie. Babcie siedzą z wnukami, rodzice z dziećmi. Młody chłopak w ławce przede mną przespał właściwie całą mszę, z tym że pod ławką – wszak zmęczenie należy odespać! Małe dziewczynki i chłopcy wpatrywali się zachwyceni w lożę, z której dobiegał śpiew chóru, który zresztą pojawia się w El Nido specjalnie w związku z niedzielnym obrzędem. Kto z nas nie marzył o tym, aby stać się częścią takiego chóru? Ministranci zdecydowanie także wzbudzają zainteresowanie i zdają się cieszyć wśród swojej klasy wiekowej niejakim szacunkiem.

Wziąć udział w takiej mszy świętej to wyjątkowe przeżycie. Niech żyją nowe, ciekawe doświadczenia! A po mszy – wiadomo! Czas na zwiedzanie!

AUTOR

B.B.

B.B.

OCEŃ WPIS

WSZELKIE PRAWA ZATRZEŻONE | OLESNICA.EU COPYRIGHT 2012 | REGULAMIN

PROJEKT I WYKONANIE PublicON

Portal dziennikarstwa społecznościowego Olesnica.eu. Wyraź zwoje zdanie i bierz aktywny udział w tworzeniu społeczeństwa obywatelskiego swojego miasta.