Facebook
RSS
ARTYKUŁY WYDARZENIA WASZE PROBLEMY WASZE PROPOZYCJE KONTAKT ZALOGUJ SIĘ DO SERWISU

Basi Bartczak azjatyckie wojaże - cz. 3 Wielka stolica, czyli jak to było w Bangkoku

11.04.2012

Dział: artykuły, kategoria: Własnym zdaniem

Basi Bartczak azjatyckie wojaże - cz. 3 Wielka stolica, czyli jak to było w Bangkoku

Zmęczona wyspiarskim bytem udałam się (ponownie autobusem!) do stolicy – tam chciałam sprawdzić na własnej skórze, co oznacza wielkomiejski, tajski ruch. Stolicę zamieszkuje bowiem około siedem milionów ludzi. To nie tylko rodowici obywatele Tajlandii, ale także turyści wszelkiej maści, a wśród nich ludzie z Europy Zachodniej i innych części świata żyjący tutaj godnie za niewielkie pieniądze.

Dla nich Tajlandia stała się (przynajmniej na jakiś czas) przyjemną i ciepłoklimatyczną ojczyzną. Przybywający do Bangkoku backpackersi (to ci podróżujący głównie z plecakami) spotykają się przede wszystkim na znanej ulicy Khaosan, odpowiedniku Ballermana na Majorce (kto był, ten zapewne pamięta wieczną imprezę na tym pasażu). Tematy wiodące skupiają się przede wszystkim wokół podróży – kto skąd pochodzi, jak długo zostaje, dokąd zmierza i ile czasu mu to zajmie. Oczywiście wszystko w tempie tajskim czyli „około”.

Bangkok pomimo swojej wielkości i zanieczyszczeniu jest miejscem przyjaznym także dla zwierząt, a dokładniej dla gadów. Oczywiście przed przyjazdem przygotowałam się mentalnie na insekty różnego rodzaju, karaluchy (nie spotkałam), pchły (nie tutaj), czy też pluskwiaki (także nie tutaj), ale uwierzcie mi na warany wielkości małego cielaka przygotowana nie byłam. O tak! Właśnie takie zamieszkiwały strefę pod graniczącym z czyimś domostwem małym mostkiem, który nieświadoma niczego, uśmiechnięta od ucha do ucha, przekraczałam codziennie udając się do centrum. Największy z nich wylegiwał się godzinami na słońcu, poruszał się leniwie pomiędzy roślinami, gruzami, odpadami i nurkował czasem równie leniwie w sprawiającej wrażenie nieco brudnawej wodzie. 

Ta pełna sprzeczności stolica Tajlandii ma jednak do zaoferowania znaczenie więcej niż turyści i gady pod mostkami. Niezliczone ilości świątyń, miejsca sakralne, muzea, czy też punkty widokowe położone w różnych, odległych od siebie częściach miasta. Wszystkie one są warte zobaczenia i sprawdzenia. Jedną z najbardziej znanych świątyń w Bangkoku jest Wat Pho, do której udają się tabuny ludzi z całego świata, aby oddać cześć tzw. „leżącemu Buddzie”. Ten lężący posąg ma ponad 45 metrów długości i „zamieszkuje” całe wnętrze świątyni i jest piękny. Leży sobie uśmiechnięty i spogląda ze stoickim spokojem na wszystkich odwiedzających. A im zapiera dech w piersiach... dosłownie.

Miłym zaskoczeniem, a także pomysłem dla społeczności Oleśnicy jest uprawiany codziennie i publicznie dostępny sport wszelkiej maści. Codziennie wieczorem, tuż przed zachodem słońca, mieszkańcy Bangkoku wykorzystują prawie każdy skrawek zieleni, każdy park, a nawet parczek do uprawiania sportu. A uprawia się go grupowo, z radością i entuzjazmem. Wszędzie, gdzie by nie spojrzeć, starsi i młodzi uprawiają czy to Tai Chi, czy jogę. Większe grupy przy akompaniamencie energicznej muzyki płynącej z wystawionych głośników ćwiczą aerobic, grają w badmintona oraz inne sporty grupowe. Marzenie!

Oczywiście nie byłabym sobą nie korzystając także tutaj z lokalnych środków transportu miejskiego. A naprawdę warto! Okazało się, że autobusy jeżdżą w systemi rotundowym – dla mnie gratka, bowiem po dwóch godzinach jazdy wyszłam z autobusu na tym samym przystanku, na którym do niego weszłam (koszt podróży – 6,5 Baht, czyli ok. 60 groszy). Czy to nie wspaniała okazja do zwiedzania miasta?:) Wartymi grzechu są także taksówki wodne kursujące wzdłuż i wszerz rzeki Menang. To właśnie tutaj dotarło do mnie w końcu, że cierpię (zapewniam, że do cierpnienia mi w rzeczywistości daleko) na chorobę morską. Wzburzone fale Menang dały mi się we znaki i dotarło do mnie, że planowany w Laosie, kilkudniowy spływ statkiem po rzece Mekong może okazać się interesujący inaczej. Hmmm...

Przy temacie zdrowia będąc... Pomijając fakt, że Bangkok jest fantastycznym miastem oferującym odwiedzającym go tłumom aktywności różnego rodzaju, warto pamiętać o tym, że jest też miastem wysoce zanieczyszczonym. A ponieważ nie choruję, nie uskarżam się na kaszel, nie mam słabych płuc i nie cierpię na alergię, pozostałam tutaj aż całe siedem dni. Hurra, że aż tyle. Czułam powoli nadciągający alarm opanowujący moje ciało – stało się leniwe, oddech stał się płytki, a zmęczenie brało górę. Więc ostatkiem sił udałam się na dworzec kolejowy, gdzie kupiłam bilet na północ, a dokładniej do Sinatholuk. Pieniądze? 400 km za ok. 7 zł (sic!). Ta cenowa gratka, to przejazd pociągiem trzeciej klasy w otwartym wagonie, z równie otwartymi oknami (właściwie bez okien), wśród lokalnej społeczności, która już – zbliża się tajski nowy rok – rozpoczęła rodzinne odwiedziny.

Mój pociąg przemieszczał się bardzo wolno. W tym tempie przejechał dawną stolicę Tajlandii Ayutthaya, która aktualnie została opanowana przez małpy. Rozpanoszyły się wszędzie – z okna pociągu widziałam je na stacji, w fonatnnie, na drzewach, na budynku. Niesamowity widok! Do celu mojej podróży, czyli do Phitsanulok, dotarłam po długich 10 godzinach niesamowitej jazdy-przygody. Z dokładnością do 15 min (czyli co stację, i dosłownie tak zatrzymywał się pociąg) do wagonów ściągały tłumy sprzedawców oferujących mrożoną pepsi lub colę (popyt na tę ostatnią bije tutaj wszelkie rekordy), przysmaki ryżowe z mięsem, kluseczki z warzywami, ryż z jajkiem, owoce, warzywa... Jednym słowem – wszystko czego dusza zapragnie.
I tak jak w całej Tajlandii, posiłek w pociągu to zjawisko stricte społeczene – to uczta całego wagonu, w której brał udział każdy pasażer z biletem trzeciej klasy!:)


Nawiasem mówiąc to tutaj, w Tajlandii poczułam ponownie, jak bardzo wspólne jedzenie, wspólne biesiadowanie zbliża. Jaką więź tworzy i jak wiele ułatwia. To doświadczenie zabieram ze sobą do domu, do Polski.

 

AUTOR

redaktor

redaktor

OCEŃ WPIS

WSZELKIE PRAWA ZATRZEŻONE | OLESNICA.EU COPYRIGHT 2012 | REGULAMIN

PROJEKT I WYKONANIE PublicON

Portal dziennikarstwa społecznościowego Olesnica.eu. Wyraź zwoje zdanie i bierz aktywny udział w tworzeniu społeczeństwa obywatelskiego swojego miasta.