Facebook
RSS
ARTYKUŁY WYDARZENIA WASZE PROBLEMY WASZE PROPOZYCJE KONTAKT ZALOGUJ SIĘ DO SERWISU

Basi Bartczak azjatyckie wojaże - cz. 1 Sawatdiikha

28.03.2012

Dział: artykuły, kategoria: Własnym zdaniem

Basi Bartczak azjatyckie wojaże - cz. 1 Sawatdiikha

„Sàwàtdiikha” (sawadika) to tajlandzki odpowiednik polskiego „dzień dobry” – i rzeczywiście dzień w Tajlandii to zwykle dzień dobry, o czym świadczą uśmiechy tubylców i ich miłe usposobienie.

Ten miły i bardzo delikatny sposób bycia tajlandczyków mógłby z powodzeniem uchodzić (jeśli jeszcze nie uchodzi) za wizytówkę kraju i jego mieszkańców. Za takową na pewno uchodzi „Sànùk“, co w tłumaczeniu oznacza zabawę. Każdą czynność bowiem należy wykonywać tutaj z odpowiednią dozą „sànùk” – nie ważne, czy siedząc na polu ryżowym, czy jadąc w zatłoczonym autobusie. Tajska kultura to zdecydowanie poszukiwanie dobrych stron w każdym zajęciu!

W Tajlandii ponad 65 tys. mieszkańców zamieszkuje powierzchnię 514 tys. m2. Sam kraj natomiast graniczy z Malezją, Laosem, Birmą (Burmą, Myanmar) i Kambodżą. Właśnie taka lokalizacja i wielkość powodują, że w tym kraju o tej samej porze roku można, wygrzewać się w upalnym słońcu będąc na południu (w okolicach Malezji), natomiast bliżej północy (okolice Laosu czy też Birmy) można wstawać rano i być zmuszonym ubierać gruby, wełniany sweter i to szczękając z zimna zębami.

Pierwsze dni pobytu w mieście Phuket i procesu aklimatyzacji przniosły wiele zaskoczeń i wrażeń. Dla mnie oraz dla każdego trenera międzykulturowego, a także wszystkich osób zainteresowanych kulturą, to nie lada gratka, a także wspaniała możliwość obserwacji i rozkodowywania systemów kulturowych, czyli rozpoznania, jakimi zasadami kieruje się dana kultura – w tym przypadku tajska.

Wrażenie nr 1, czyli dystans socjalny. W Tajlandii dystans jest większy niż na wyciągnięcie ręki, co jest inne niż w Polsce, gdzie właśnie obowiązuje taki dystans. Wiem już, że robiąc krok do przodu w kierunku Tajlandczyka, on zrobi krok do tyłu. Sytuacja musiała wyglądać komicznie, gdy idąca za mną ścieżką Tajlandka odskoczyła gwałtownie (dobry metr do tyłu!) po tym, jak ja równie gwałtownie obróciłam się do niej zadając pytanie, które właśnie przyszło mi do głowy. W efekcie tak duży dystans oznacza, że rozmawiamy dość daleko od siebie, a to z kolei wymusza głośniejszą mowę. I tu rodzi się kolejne wrażenie...
2. W Tajlandii zbyt głośne mówienie, a także takie gesty jak uderzanie ręką w stół, czy klepanie się po plecach uznawane są za niegrzeczne i należy ich unikać, szczególnie chcąc uchodzić za człowieka kulturalnego. W innych, raczej indywidualnych przypadkach pozostawia się tutaj pewną dowolność.
Wrażenie nr 3. Najwyższa wartość to zachowanie twarzy. Ta wartość zakorzeniona jej w tradycji tajskiej bardzo głeboko, dlatego należy unikać tematów o negatywnym zabarwieniu i tematów konfliktowych. Dowiedziałam się o tym zupełnie przypadkiem, gdy chciałam rzetelnie rozliczyć pobyt i jedzenie w jednym z miejsc, w których nocowałam.  Podczas gdy ja zaaferowana byłam studiowaniem karty menu i głośnym liczeniem, co ile mnie kosztowało (miałam wrażenie, że albo policzono mi za duży rachunek, albo nie rozumiem karty, co wcale nie byłoby dziwne) właścicielka słuchając mojego (według niej oskarżającego monoologu) oddała mi energicznie jakąś sumę z wcześniej zapłaconej już przeze mnie kwoty ze stwierdzeniem, że nie chce żadnych problemów, po czym czmychnęła do innego budynku. Ja zostałam sama z wielkim znakiem zapytania dotyczącym menu i sumą pieniędzy w wysokości około 4,5 zł (w przeliczeniu) na barze. Już następnego dnia udało nam się załagodzić sytuację śmiechem, dzięki czemu obie zachowałyśmy twarz.
4. Zdecydowanie wyjątkowy okazał się kontakt społeczny pomiędzy kobietami i mężczyznami. Myślę, że wiele z nas może nie docenić tego faktu na początku. Przyzwyczajone jesteśmy bowiem do jawnie okazywanych wyrazów uznania, otwarej uprzejmości, oraz przede wszystkim – tu już w całej Europie – otwartego flirtowania. Która z nas nie spotyka się codziennie z jawnymi oznakami uznania, sygnałami werbalnymi i niewerbalnymi świadczącymi o naszej seksulaności, kontaktem wzrokowym, czy też tzw. „oczkami”? Otóż tutaj – ku mojemu wielkiemu zdziwieniu – nie jest to w żaden sposób kultywowane. Kobieta i mężczyzna funkcjonują w kontekście seksualno-społecznym obok siebie na równi i nic nie wskazuje na tzw. „europejski flirt”.
Choć kobiety nie są tutaj traktowane w sposób szczególnie uprzywilejowany, to właśnie one są spadkobierczyniami i dziedziczą ziemię. Później w rodzinie to właśnie one sprawują pieczę nad domową kasą. Kobiety pracują fizycznie przy budowach (w Polsce nie do pomyślenia!), same prowadzą restauracje, a także zarządzają tajskimi hotelami. W efekcie ponad 50% zatrudnionych to kobiety, co jest na pewno warte wzmianki i jest interesujące w skali światowej. Tu pojawia się kolejne wrażenie....
5. Kultura jedzenia. Przede wszystkim nie gotuje się w domach. Wszyscy jedzą na zewnątrz przy małych kramikach (prowadzonych często przez całe rodziny), które napotkać można tutaj na każdym rogu. Pomimo pierwszego wrażenia są to miejsca czyste i schludne, a samo jedzenie jest po prostu pyszne. Bez znaczenia, czy ryż z kurczakiem, czy tajska zupa, czy makaron ryżowy z owocami morza – wszystko jest świeże, pyszne i pięknie pachnie. Polecam!

Na dziś to tyle o pierwszych wrażeniach z kraju, gdzie wszyscy przygotowują się dzień po dniu do kolejnego nowego roku. W songkran, czyli nowy rok 2555 (sic!) wejdziemy tutaj bowiem 13 kwietnia! Brzmi futurystycznie, a jednak ma swoje uzasadnienie. Tajski kalendarz rozpoczyna się bowiem wraz z narodzinami Buddy w 543 r.p.n.e. Ponieważ obliczany jest zwykle według cykli księżyca, to co cztery czy pięć lat dodawany jest zawsze jeden miesiąc. To jednak nie wszystko, w Tajlandii bowiem poza tajskim, obowiązuje także kalendarz chiński, w którym lata 12-letniego cyklu nazywane są wybranym zwierzęciem, a także zachodni, który nie różni się w ogóle od europejskiego i praktykowany jest w życiu codzinnym.

Przy okazji – Tajlandia to jeden z najbezpieczniejszych krajów dla samotnie podróżujących kobiet z całego świata, których jest tutaj – jak przekonałam się dotychczas – niemało.

 

Barbara Bartczak

AUTOR

redaktor

redaktor

OCEŃ WPIS

WSZELKIE PRAWA ZATRZEŻONE | OLESNICA.EU COPYRIGHT 2012 | REGULAMIN

PROJEKT I WYKONANIE PublicON

Portal dziennikarstwa społecznościowego Olesnica.eu. Wyraź zwoje zdanie i bierz aktywny udział w tworzeniu społeczeństwa obywatelskiego swojego miasta.