Facebook
RSS
ARTYKUŁY WYDARZENIA WASZE PROBLEMY WASZE PROPOZYCJE KONTAKT ZALOGUJ SIĘ DO SERWISU

Basi Bartczak azjatyckie wojaże - cz. 10 Za siedmioma górami, za siedmioma lasami...

20.06.2012

Dział: artykuły, kategoria: Własnym zdaniem

Basi Bartczak azjatyckie wojaże - cz. 10 Za siedmioma górami, za siedmioma lasami...

Za siedmioma górami, za siedmioma lasami, daleko od drogi, stał sobie biały klasztor Wat Sanghathan. Jego szczyt zdobiły czerwone dachówki i wykwintne zawijasy. Wzrok przyciągały zawiłe wzroy na fasadzie, a wokół niego oraz licznych przynależących do klasztoru budynków rozpościerały się złote pola.

wat-sanghathan-nonthaburW okolicy szeptano, że ten, kto zdecyduje się pobierać tam nauki buddyjskie, musi przejść skomplikowaną procedurę kwalifikacyjną. Czeka go ponoć szczera aż do bólu rozmowa z mnichami i dużo wyrzeczeń, a także złożenie ośmiu ślubów. Do tego wszystkiego podszeptywano, że całość pobytu odbywa się niemal w całkowitym milczeniu. Ponadto kandydat takowy ma podobno spać wraz z pozostałymi adeptami nauk klasztornych na twardej podłodze, a jeść może tylko jeden raz dziennie! Mówiono też, że godzinami musi pracować nad technikami medytacyjnymi, że całymi dniami ma zgłębiać tajniki nauk buddyjskich oraz doskonalić umiejętności medytacyjne. W krótkich przerwach musi natomiast pracować i – niezależnie od tego, czy miałby zamiatać podłogę, czy zbierać liście – ma obserwować podczas tej pracy cały czas siebie, a dokładniej swojego ego. Prawda, że proste?:)

A ponieważ tak Nawet złoto jest ulotne - złote papierki dla Buddyjak wszyscy inni, i ja także lubię bajki, postanowiłam tę o Wat Sanghathan, a jednocześnie o najdłużej istniejącej szkole buddyjskiej Therawady przeżyć na własnej skórze. Jeśli początkowo myślałam, że czeka mnie miłe kilkudniowe „sanatorium”, to zupełnie się myliłam. Wypoczynek? Duchowy owszem, ale nie fizyczny. Tutaj bowiem nawet pobudka miała miejsce o dziwnej godzinie – o trzeciej nad ranem (sic!).
Na powitanie przydzielono mi: 1) białe trzyczęściowe ubranie, w którym miałam spędzić kolejne dni, 2) miejsce do spania (rzeczywiście na twardzej ziemi), 3) zestaw książeczek do medytacji.

Tak wyposażona wzięłam, a może lepiej chciałam wziąć, „byka za rogi” już pierwszego dnia. Oczywiście jak to w życiu bywa, takim sposobem nie osiągnęłam nic poza migreną – w głowie dudniło mi od wrażeń i emocji, nie mogłam skupić się na pojedynczych technikach, nie mogłam przestać myśleć... Podejście drugie było już spokojniejsze. Bez emocji, bez oczekiwań, a i też bez przymusu starZ mniszkąałam się skupiać na kontemplacji. Postanowiłam dać sobie szansę na wypoczynek od myślenia, a daję słowo honoru, że nie jest to łatwe przedsięwzięcieJ Akurat wtedy, gdy byłam tuż tuż od celu, do głowy przychodziły przeróżne myśli – „a może by tak remont w domu zrobić?”, „ale jaki kolor ściany wybrać?”, „chwileczkę, czy aby na pewno ten kolor?” czy też „ale dziś upał – kiedy w końcu będzie padać?”. Naprawdę, cały czas jestem pod wrażeniem swoich możliwości...:)

Jak się domyślacie, już po kilku dniach wszystko stało się łatwiejsze, nawet poranne wstawanie weszło mi w nawyk. Przyzwyczaiłam się do trudów dnia, a i organizm zaakceptował fakt, że dostaje posiłek jeden raz dziennie i nie protestował chronicznym poczuciem głodu. Z jednej strony bajka Medytacjao Wat Sanghathan to reżim dla organizmu, ale z drugiej – wakacje dla umysłu.
Dowiedziałam się, że większość kobiet (mogłyśmy rozmawiać przed zaśnięciem) przybywa tam, aby uzyskać dystans do rzeczywistości – czy to w podziękowaniu za dobre życie, czy to czasami po stracie ważnego członka rodziny, np. syna, czy też dla uzyskania balansu pomiędzy życiem duchowym a zawodowym. I ja poczułam, że pomimo specyficznego wyczerpania, jestem jakby spokojniejsza, wyciszona, a może nawet zrelaksowana? Pomyślałam sobie, że każdemu z nas przydałby się taki okres medytacyjno-kontemplacyjny przynajmniej raz na kilka miesięcy. Zawsze zabiegani, zawsze coś robimy... A tu nagle... czas dla siebie i cisza... I pytanie, jak sobie z nią poradzić. Prawda, że ciężko?

PomPrzed posiłkiemimo tak fantastyczego okresu przygód, pouczających rozmów i ciekawych spotkań, z bajką o Wat Sanghathan i zamieszkującymi tam mnichami i mniszkami rozstałam się bez żalu, a wręcz szczęśliwa i z radością oczekująca powrotu do cywilizacji! Kochani! Jedzenie kilka razy dziennie (sic!), kolorowe ubrania (sic!), ciekawe rozmowy i śmiech do samych łez! To jest to, czego mi brakowało!

 

 

AUTOR

redaktor

redaktor

OCEŃ WPIS

WSZELKIE PRAWA ZATRZEŻONE | OLESNICA.EU COPYRIGHT 2012 | REGULAMIN

PROJEKT I WYKONANIE PublicON

Portal dziennikarstwa społecznościowego Olesnica.eu. Wyraź zwoje zdanie i bierz aktywny udział w tworzeniu społeczeństwa obywatelskiego swojego miasta.